Barwienie hyćką

Zbierałam się na ten wpis dłuższy czas.

Poniżej moja paleta z czarnego bzu.

 

Hyćka to nic innego jak czarny bez. Uwielbiam jego kolory, i to jak ciężko jest przewidzieć efekt końcowy.

Najpierw napiszę o swoim niepowodzeniu.

Z racji tego że nie zawsze idzie tak jak byśmy chcieli, tym razem po prostu się nie udało. Len jako taki jest niewdzięcznym materiałem do barwienia. Jednak zachęcona ostatnimi udanymi lnianymi eksperymentami, postanowiłam spróbować na większym formacie (na górnym zdjęciu jest mały kawałek złożonego lnu w kolorze delikatnie granatowym).

Chciałam ufarbować sukienkę, wymęczyłam się i co?Kolor końcowy jest taki sam jak wyjściowy szkoda zdjęcia marnować.

Co poszło nie tak?

Sama do końca nie wiem. Jak wyjęłam z gara kolor był już dziwny, niestety nie zrobiłam zdjęć. Taki brązowo fioletowawy. Jak wrzuciłam do płukania już zaczął zmieniać barwę. Wydaje mi się że jednak zabiłam go odrobiną proszku do prania jaki dodałam przy ostatnim pranio-płukaniu.

Zapamiętać- barwienie naturalne = zakaz używania proszków. Jak piorę w delikatnym płynie do prania to kolorom nic nie jest.

Wydaje mi się że całkowicie zniechęciłam się już  do barwienia lnu. Uważam to za czynność coraz bardziej bez sensowną i niepraktyczną. O ile można sobie pozwolić na ufarbowanie sukienki czy koszuli zaraz po uszyciu, o tyle po przyszyciu krajek czy jakichkolwiek ozdobników jest już do bani. Wyjaśniam-len z czasem wypiera się , a na słońcu wybiela. Więc powoli nieubłaganie wraca do stanu pierwotnego. Ponowne farbowanie mija się z celem jak są przyszyte krajki bądź inne hafty :/ . Jeszcze chustka na głowę czy fartuszek może sie do tego nadawać- mały format i nie ma ozdobników, mniej widać plamy jak jest kolorowe, to farbowanie kiecki… uznaje za bez sensu. Za to można zrobić inny patent, pofarbować cienką ładną wełnę i lnianą kieckę obszyć dookoła, tak, wtedy nie ma takiego problemu z wypieraniem. Wełna ładnie utrzymuje barwniki.

No dobra ale rozprawka nie miała być o lnie tylko o barwieniu hyćką.

Piotrek pomógł mi zbierać bez czarny, a właściwie to sam nazbierał większą część. Ciężko się zbiera bez jak się o kulach stoi :/

Gigantyczną część zamroziłam, ale trochę tak ładnie prosiło. Mimo chorego kolana wzięłam się za barwienie.

Poniżej efekty.

Kolor wyjściowy to biel. Jedną kąpiel bardziej podgrzałam i ta wyszła jakaś taka fioletowa ( po lewo), a ta nie zagotowana bardziej granatowa ( po prawo).

To właśnie urok barwienia naturalnego, ta sama wełna ten sam roztwór barwnika, a kolor w kolejnych kąpielach inny.

Wełnę zaprawiałam ałunem, kąpiel rozwijałam solą, na końcu wszystko płukałam z octem.

Poniżej ostatnie barwienie, jak zostaje mi trochę koloru a szkoda go wylać, to wrzucam niczym nie zaprawiony błam taki do filcowania( ten z tyłu). Powstała mi dzięki temu już całkiem ładna paleta kolorów do filcowania, ale to przy kolejnych wpisach.

Pozdrawiam Marj :)

Ten wpis został opublikowany w kategorii barwienie, Farbowanie i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>